poniedziałek, 28 sierpnia 2017

Kapitan Phillips

Cześć,

Szukałam filmu opartego na faktach, w pewien popołudniowy dzień. Znalazłam, przypadkiem. Nie wiedziałam co mnie czeka, nie żałuję. Poruszający, niesamowity, wzruszający, pełny emocji, przyspieszone bicie serca. Ani przez moment nie nudzi, nie dłuży się. Z minuty na minute ogląda się z wielkim zainteresowaniem. Prowokuje do przemyśleń, refleksji oraz byciu ostrożnym w wydawaniu osądów. Jest niezwykle wciągający, polecam.
O czym mowa? Amerykański dramat z 2013 roku w reżyserii Paula Greengrassa oparty na prawdziwej historii. Akcja filmu rozgrywa się w 2009 roku.


Na codzień nie zdajemy sobie nawet sprawy jakie może czyhać niebezpieczeństwo w tej naszej szarej codzienności. Zyjemy wokół ludzi, których może spotkała jakaś tragedia, ludzie walczą o wysokie stanowiska pracy po problemy globalne. Wydawałoby się, ze to tylko wymysł reżysera, fantasty, a jednak nie. Naprawdę istnieją piraci, którzy są groźnymi przestępcami, rabują na wodzie napadając na inne statki. Aczkolwiek tutaj są inaczej przedstawieni, co może nas zaskoczyć. Porywacze nie są przedstawieni jako bezduszni, żądzą krwi, łupu, bogactwa, a jako zdesperowani, zagubieni, rozpaczeni. Film pokazuje cywilizacyjna przepaść pomiędzy Zachodem a Trzecim Światem. Zagrożeniem okazują się nie źli porywacze, a bieda i głębiej zakorzenione problemy. To grupa młodych mężczyzn, którzy walczą o przetrwanie. Stojąc w obliczu beznadziejnego wyboru zginąć z rak amerykańskich żołnierzy albo swoich szefów. Nie robią tego z potrzeby samorealizacji, a wykonują polecenia przełożonych. Porywacze wywołują z jednej strony złość, a z drugiej strony współczucie. Historia pokazana z dwóch perspektyw oczami Richarda Phillipsa, który chce ocalić siebie i swoja załogę oraz oczami Muse'a wykonującego prace.


Kapitan Phillips obejmuje dowództwo na kontenerowcu płynącym do Kenii. Kiedy przepływa w pobliżu wybrzeży Somalii, piraci wdzierają się na pokład. Kapitan statku, musi zmierzyć się z grupa przestępców dowodzonych przez Muse'a. Próbuje wszelkich środków, by ocalić siebie i załogę, ryzykując własnym życiem. Został wzięty jako zakładnik do lodzi ratunkowej pilnowany przez uzbrojonych piratów. Nie każdy tak potrafi, niedaleki przykład kapitana Francesco Schettino z Costa Concorda, włoskiego wycieczkowca. Z głupoty doprowadził do katastrofy swego statku, a potem tchórzliwie uciekł z jego pokładu, zamiast ratować pasażerów. Nie każdy nadaje się na to bardzo odpowiedzialne stanowisko.


Statek dla Muse'a jest niczym jak ziemia obiecana, perspektywa wielkich pieniędzy, które wywołają zadowolenie u jego szefów, a jemu zapewnia przetrwanie. Muse'a reżyser nie przedstawia negatywnie przez to wywiera refleksje. W końcu zmagają się z głodem i brakiem pracy. Prości ludzie nie mający innego wyboru, działają na rzecz istniejącej mafii.
Kapitan po tych traumatycznych przeżyciach napisał książkę, na podstawie której powstał film.
Nie ma takich slow, które w pełni opisałyby ten film, naprawdę warto zobaczyć.



Pozdrawiam, Mania.

niedziela, 13 sierpnia 2017

*125*

Cześć,

Jestem. Czy na pewno? Myślę, że tak. Muszę tylko w sobie odnaleźć, odkopać samodyscyplinę. Chciałabym zostać tutaj na dłużej i choć taka sama forma będzie dać jednak może trochę inny charakter temu wszystkiemu, ponieważ ja jestem teraz inna. Wiele we mnie zmieniło się przez ten czas. Dość długo mnie nie było, ponad rok. Wiele wydarzyło się, ale też wiele mnie ominęło tutaj. Choć mnie nie było tutaj, myśli krążyły wokół, aż zebrałam się. Nigdy nie odważyłabym się usunąć bloga, chyba przez wzgląd sentymentu, ale też pracy, wysiłku, czasu, wspomnień, wydarzeń itd. Pomimo przerwy, to mimo to chyba zawsze byłam tutaj. Brakowało mi waszych postów, frajdy z pisania i czytania a także inspiracji, na pewno będę potrzebować teraz i później powera motywacji, aby stworzyć to miejsce na nowo i tworzyć dalej.



Pozdrawiam, Mania.