niedziela, 27 stycznia 2013

Hmm... ;)

Zgodnie z obietnicą dodaje posta. O dziwo nie mam żadnego opóźnienia.
Około ponad dwa tygodnie temu przed feriami nie było śniegu, tuż przed feriami może dzień albo dwa nasypało śniegu aż nadto za jedną noc czym byłam ucieszona bo ferie bez śniegu to co za ferie.
Ferie minęły dosyć szybko a nawet za szybko. Spędziłam je praktycznie w większości w domu. Tydzień po tak długim wolnym chociaż jeszcze tydzień albo i dwa wolnego by nie zaszkodziło zapowiada się na pracowity ponieważ mam mieć sprawdzian z matmy i wypracowanie z polskiego i na pewno coś jeszcze po drodze znajdzie się do napisania czegoś. 
A teraz zdjęcia i na nich trochę mojej zimy.
Mania.

wtorek, 22 stycznia 2013

Studniówka.

Witajcie. :)

 Zaczęło się dosyć ciekawie. Od rana myślami byłam gdzieś przy wieczorze. Miałam cały dzień zaplanowany co do godziny ale i tak musiało to tamto wypaść, wkraść się w mój plan i przez co brakło czasu na zrobienie zdjęć i musiałam z paru zdjęć powycinać by Wam pokazać jak wyglądałam. Przez godzinę od 17 mieliśmy ćwiczyć poloneza gdyż osoby towarzyszące nie znały układu, ale oczywiście zaczęliśmy później. Były cztery próby i cztery różne układy poloneza :) dopiero za 5 i 6 wyszło tak jak trzeba, ale musieliśmy trochę zmienić nasz początkowy układ gdyż było mało miejsca na sali. Skecz też trochę inaczej wyszedł. Ale ogólnie było bardzo fajnie, wyśmienicie. Niezapomniane wydarzenie, niezapomniana noc. Wybawiłam się a to najważniejsze, oczywiście na drugi dzień mnie nogi bolały ale to taki drobny szczegół. Studniówka miała zacząć się o 19 oczywiście część oficjalna a potem zabawa na całego. Fryzurę i paznokcie sama robiłam. Przy robieniu fryzury trochę mi pomogła mama tylko i wyłącznie robiąc warkoczyki a siostra pomogła mi przypiąć kwiatka. Miałam długą sukienkę.
Tak wyglądałam: 


Mania.

piątek, 18 stycznia 2013

Nad życie.

Ostatnio miałam przyjemność obejrzeć film "Nad życie". Postanowiłam tu o nim napisać. Dlaczego? Bo jest tego wart, godny polecenia. Jest on świadectwem prawdziwej i bezgranicznej miłości.  Film wzrusza bardzo, pod koniec filmu płynęły mi łzy, bardzo chciałam aby nastąpił zwrot akcji by akcja potoczyła się inaczej niestety nie mogła gdyż taka była prawda, taki scenariusz napisało życie.
"Nad życie" to oparta na faktach opowieść o Agacie Mróz, odnoszącej sukcesy siatkarce, która w 2008 roku przegrała walkę z rakiem. Miała wówczas raptem 26 lat. Talent sportowy objawił się u niej, gdy była jeszcze w podstawówce. Jej kariera rozwijała się błyskawicznie. Była wielokrotną reprezentantką Polski w siatkówce. Mimo, że choroba dała o sobie znać już w 2000 roku, nie przeszkodziła jej w osiąganiu kolejnych sportowych sukcesów.
Film łapie za serce, po obejrzeniu takiego filmu zaczynamy doceniać to co mamy, oparty jest na faktach, ale jak wiemy takich kobiet jest wiele.
Przez lata poznajesz tysiące osób, aż pewnego dnia spotykasz kogoś, kto zmienia Twoje życie. Na zawsze. Tak było z Agatą. Odnosząca międzynarodowe sukcesy siatkarka zakochuje się bez pamięci w Jacku. O takiej miłości marzyła przez całe życie. Wszystko miało być jak w bajce - piękny ślub, dzieci i dom w górach. Te plany przerywa jeden telefon. Po dramatycznej informacji Agata rozpocznie wyścig z czasem. Zawalczy o siebie, o mężczyznę, którego kocha i o dziecko, którego pragnie nad życie. Czy miłość wszystko zniesie? Czy wszystko przetrzyma?
Film oparty został na losach siatkarki, Agaty Mróz, dotkniętej białaczką. U szczytu kariery, stan zdrowia reprezentantki Polski pogorszył się na tyle, iż jedynym ratunkiem był przeszczep. Mimo wielkiego zagrożenia, kobieta zdecydowała się najpierw urodzić dziecko, a dopiero później poddać się leczeniu.
Umiera spełniona. Piękna jest ta historia, na dodatek prawdziwa. Kroplówki, zabawa śniegiem, przejażdżka rajdowym samochodem, scena z goleniem głowy, heroiczna wyprawa męża do Katowic po lek.
Walka, potęga miłości, pragnienie macierzyństwa. Mocna, wzruszająca, prawdziwa historia Agaty Mróz. Poświęciła się dla miłości, oddała życie własne, by ratować córeczkę. Skończyła się jednakże nie przegraną Agaty, bo tak jej śmierci traktować nie wolno bo ona wygrała. Ocaliła swoje największe marzenie czyli życie dziecka. Do samego końca powtarzała, że jeśli miałaby jeszcze raz zdecydować dziecko czy własne zdrowie to nigdy by nie zmieniła decyzji. Córeczka była czymś najwspanialszym co ją w życiu spotkało.
Pan Jacek Olszewski razem z córką jest obecny w scenie, w której filmowi Agata (Olga Bołądź) i Jacek (Michał Żebrowski) biorą ślub.
Wzruszająca scena jest też podczas badania USG, nagle wchodzi jej mąż bierze ją za rękę a lekarza mówi do nich:
  - A to jest serduszko. Chcecie posłuchać?
Obydwoje słuchając płyną im łzy po policzkach. Scena obrazujące szczęście, a zarazem dramat. Choć po części mąż na początku był przeciwny decyzji żony, w tym momencie pomału rozumie decyzje żony.
Zmagająca się z chorobą i czasem. Z czasem, który pozwolił jej na wydanie na świat owocu jej miłości do męża Jacka. Niestety również z czasem, który zabrał ją kochaną i uwielbianą, za którą kciuki w walce z chorobą trzymały tysiące kibiców siatkówki i zwykłych ludzi. Również tych, którzy z tym sportem mają niewiele wspólnego.
Nie rozumie jej decyzji prowadzący lekarz, nagle nim zostaje doktor Bielecka, która z nią zostaje do końca.
"Nad życie" to film pokazujący Agatę z tej innej, bardziej osobistej strony. Film ukazuje końcówkę okresu jej życia, w którym sport odgrywał jeszcze główną rolę, a rozpoczyna okres, w którym zaczyna się walka o zdrowie, spełnienie, miłość i życie swoje i małej Liliany. Film z przesłaniem, nad którym nie da się przejść obojętnie. Film ukazujący walkę do samego końca. Pokazujący Agatę jako sportowca nie tylko w dosłownym znaczeniu tego słowa, ale także w tym życiowym.
Zapewne ktoś już widział z Was ten film. Jakie są Wasze odczucia, wrażenia? Jeśli jeszcze nie widziałeś/aś czy oglądniesz ten film?
Mania.

czwartek, 10 stycznia 2013

"Zdradzona"-Latifa Ali

W tamta środę powrót do szarej szkolnej rzeczywistości był bardzo bolesny wręcz brutalny, ponieważ trzeba było wstać o 5 rano, a tutaj jeszcze troszkę by się pospało. :( studniówka tuż tuż bo 19 stycznia (botów jeszcze nie mam) a ferie już od tego piątku o 12.30 zaczynam. Śnieg jest a więc może uda się pośmigać coś nie coś na nartach. Moje noworoczne postanowienie? To być z Wami tu częściej, ale nie wiem czy mi się tu uda no wiecie matura trzeba 4 literki mocno przykleić do fotela i zabrać się porządnie do nauki, a bycie tu jest bardzo czasochłonne.
Plany? Żadnych na ferie, ponieważ zawsze planując nigdy nic nie wychodzi lepiej na spontana.
Zdarzyło Wam się kiedyś zarwać noc by przeczytać książkę której akcja niesamowicie wciągnęła? Mnie tak i to 2 razy, czytając Kontrakt z Bogiem o czym tutaj pisałam kiedyś i właśnie ta o której dziś pisze. Przeczytałam wiele, czekają kolejne jak i lektury jak i do matury tak i te dodatkowe. Rzadko czytam książki oparte na autentycznych faktach, ale zobaczyłam tytuł potem z tyłu przeczytałam o czym otworzyłam na jakieś stronie przeczytałam fragment zaciekawiła mnie i wzięłam więc decydowałam się przeczytać tę książkę z ciekawości.
Czytając wiedziałam, że musiała uciec bo przecież musiała jakoś powstać ta książka, więc na początku byłam ciekawa jak ucieknie, ale kolejne kartki na których była pisana historia przerażały, szokowały, dziwiły. Po przeczytaniu miałam mieszane uczucia, ale po długich przemyśleniach stwierdzam że warto ją było przeczytać i jest godna polecenia.
Książka pod tytułem „Zdradzona” jest wynikiem współpracy Richarda Shears’a i Latify Ali. Shears jest dziennikarzem londyńskiej gazety „Daily Mail” w Australii i Azji Południowo-Wschodniej. Jako korespondent wojenny od ponad czterdziestu lat opisuje najważniejsze wydarzenia w wielu miejscach świata.
Wspaniała książka, prawdziwa historia kurdyjskiej dziewczyny wychowanej w Australii, która zostaje podstępem wywieziona przez swoją matkę do Iraku.Kiedyś szczęśliwa nastolatka żyjąca jak wszystkie zachodnie dziewczyny, nagle musi stać się przykładną i posłuszną ojcu muzułmanką.
Latifa Ali musi uciec z Iraku najszybciej, jak to możliwe, albo zostanie skazana na śmierć, aby rodzina zachowała honor. Uwięziona i źle traktowana przez bliskich, próbuje uciec. Bez powodzenia. Znikąd nie może oczekiwać pomocy. To prawdziwa historia dziewczyny, wychowanej w kulturze świata zachodniego, ale zdradzonej przez rodzinę i przyjaciół. Wywieziona przez matkę do Iraku, zostaje pozbawiona paszportu, osobistej wolności. Zmuszana do niechcianego małżeństwa, staje się więźniem własnego ojca. Nie ma wokół siebie sprzymierzeńców, jako muzułmanka nie ma do kogo się zwrócić, nie ma dostępu do żadnej ambasady. Latifa skrywa tajemnicę, która gdyby wyszła na jaw zagroziłaby jej życiu. Kiedy wojska USA zajmują Kurdystan, pojawia się szansa na uwolnienie.
Jako muzułmanka Latifa mogłaby być osądzona i skazana na śmierć przez rodzinę aby jej rodzina zachowała honor. Na porządku dziennym były ( chyba to nie tylko czas przeszły) tzw. honorowe śmierci a były to okrutne zabójstwa. A bolesne też jest to, że wielu muzułmanów to co czyniło miało przekonanie, że Bóg tak chce. Latifie udało się uciec przed tymi "praktykami", ale ile jej kuzynek, znajomych nie miało takiego szczęścia.
Czytając tego typu książki prawdziwe historie cieszę się, że żyję tu gdzie żyję. Jednocześnie współczuję takim kobietom jak Latifa.
Nie była to wesoła opowieść. Była przerażająca. Latifa wychowała się w Australii, zaznała wolności i swobodnego życia. Podstępem sprowadzona do Kurdystanu, stała się niewolnicą we własnym domu. Wszystkiego, czego pragnęła, to uciec do domu do Sydney. Wbrew pozorom, wojna, która wtedy wybuchła, dała jej szansę na powrót.Wiedziałam, że życie kobiety w kulturze islamu nie jest radosne. Nie sądziłam jednak, że jest ona krzywdzona aż do takiego stopnia. A wszystko, podobno, w imię religii i tradycji. Jak to dobrze, że urodziłam się pod polskim i chrześcijańskim dachem.
A teraz coś o fabule.
Dziewczyna wraz ze swoją najbliższą rodziną jako dwuletnie dziecko musi uciekać z Kurdystanu, aby uratować życie. Migrują do Australii, gdzie prowadzą względnie szczęśliwe życie. Ma przyjaciół, uczy się i spędza czas jak każda inna nastolatka. Ali nie musi nosić tradycyjnych strojów, zakrywać twarzy, modlić się kilka razy dziennie, nie są jej przedstawiani kandydaci na męża. Jest zwyczajną dziewczyną w zwyczajnym świecie. Pewnego dnia dowiaduje się, że przeprowadza się z mamą i rodzeństwem do Niemiec do rodziny. Ojciec miał zostać w Australii, żeby uporać się ze sprzedażą mieszkania i wszystkimi formalnościami. Początki w nowym kraju są ciężkie, jednak Ali idzie na kurs języka, znajduje pracę gdyż świetnie zna angielski i poznaje fantastycznego kuzyna. Całe jej życie zmienia się, gdy się w nim zakochuje. Wszystko obraca się niemal o 180 stopni. Odkrywa jego ciemną stronę i zostaje zgwałcona. Z czym to się wiąże?
Wkrótce rodzice biorą rozwód. Następnie jest szantażowana, aby zawrzeć niechciane małżeństwo ze swoim oprawcą. Bunt doprowadza do wielu konfliktów, w efekcie których bohaterka zostaje wywieziona do Kurdystanu. Po pewnym czasie Ali zostaje podstępem wywieziona do Iraku, gdzie w jej życie wkrada się jeszcze więcej zła, smutku i cierpienia. Jej życie zmienia się w koszmar, którego nikt z nas nie może sobie wyobrazić, a na pewno nie chciałby go przeżywać. Zamieszkuje wraz z ojcem oraz babką, która nie darzy jej sympatią. Wychowywana w kulturze zachodniej, musi odnaleźć się w ortodoksyjnym świecie muzułmańskim. Przemoc fizyczna, złe traktowanie, wyzwiska, wykorzystywanie, to codzienność. Zmuszana do zaaranżowanego małżeństwa staje się więźniem we własnym domu. Dziewczyna za wszelką cenę pragnie powrócić do Australii, gdyż  jej życiu grozi niebezpieczeństwo. Gdyby rodzina odkryła, że zgodnie z muzułmańską kulturą jest „nieczysta” dokonałaby tzw. honorowego zabójstwa. Podejmuje się desperackich, niebezpiecznych prób ucieczki. Zostaje szpiegiem, wdaje się w romans z Davidem, gotowa jest sprzedać wszystko, co posiada. Jednak osoby, na których pomoc liczyła, zawodzą. Nawet konsulat nie traktuje poważnie zgłoszenia o zaistniałej sytuacji. Pozbawiona nadziei oczekuje na najgorsze.
Książka niezwykle poruszająca, trzymająca w napięciu. Zamieszczone zdjęcia ukazujące Latifę oraz życie tamtejszych kobiet, pomagają wyobrazić sobie realia panujące w Iraku. Poruszone problemy kobiet wyznających Allacha oraz ich pozycji społecznej opisane są w bardzo emocjonalny sposób.  Powieść godna polecenia. Powinna przypaść do gustu zwłaszcza czytelnikom lubiącym realne historie, których scenariusze pisze życie. Książka zdecydowanie potrafi wbić w fotel. Znajdują się w niej opisy chwil radosnych, chwil spędzanych z przyjaciółmi i rodziną, ale także wszelkie okrucieństwa irackiej społeczności i ich tradycji. Były momenty, kiedy siedziałam z książką w ręku i po prostu nie mogłam od liter odlepić oczu, czułam jakby tu obok to się działo. Historie takie jak ta zdarzały się, nadal zdarzają i pewnie będą się zdarzać. My żyjemy w naszym kolorowym świecie, gdzie możemy praktycznie wszystko, gdzie nikt nam niczego niezabrania, a ludzie w innych kulturach każdego dnia walczą o swoje życie. W każdej chwili, bez powodu mogą je zabić, na środku pustyni, gdzie słuch o nich zaginie.

środa, 2 stycznia 2013

"Pokłosie"

Hej Wam! :)
Życzyłam Wam udanej zabawy a teraz życzę Wam moi drodzy, aby w nowym roku spełniły się wszystkie wasze postanowienia, długo odkładane plany i marzenia i mam nadzieję, że w 2013, trzynastka okaże się tą szczęśliwą:) pamiętajmy, że to my jesteśmy kowalami naszego losu, dlatego życzę wam siły i motywacji w ich realizowaniu. Wszystkim blogerom i blogerką życzę wielu inspiracji. W 2012 roku spotkało mnie wiele cudownych chwil, poznałam wielu wspaniałych ludzi, może też udało mi się spełnić któreś z moich marzeń, miałam okazje przeżyć niesamowite i niezapomniane chwile, były niektóre momenty, że sama siebie zaskakiwałam udowadniając, że to czy owo potrafię jednak zrobić, czasem jednak było kilka smutnych i zapłakanych dni. Dziękuję Wam za ten wspólny nie cały rok, bo jestem tu dopiero od lipca.
Sylwester był oczywiście na spontana. Choć co roku mówię sobie by zaplanować coś wcześniej. Jednak tym razem znów tak samo było. Choć zbytnio nie poszło po moich myślach, było bardzo fajnie. W tym roku postanowiliśmy spędzić go we dwójkę. Gdy nadeszła odpowiednia chwila i fajerwerki poszły w górę my byliśmy nie w centrum, ale z dala z boku, patrzyliśmy na miasto oświetlone, gdzie, co chwile były wystrzeliwane fajerwerki, było cudownie.
W tym 2013 Nowym Roku życzę:
12 miesięcy zdrowia,
53 tygodni szczęścia,
8760 godzin wytrwałości,
525600 minut pogody ducha
i 31536000 sekund miłości
Jak zauważyliście znów coś majsterkowałam przy wyglądzie bloga. Niestety za dużo wyborów, co do wyglądu i ciągle coś mi się spodoba się a potem znudzi i znów zmieniam.
A teraz przejdźmy do tego, o czym miał być post.
Nie ma ideałów na świecie, nie ma takiego, kto by wszystkim dogodził. Każdy z nas ma ciemne strony. Jak człowiek tak i kraj niemal każdy ma swoje ciemne strony i nie jest ideałem. Polska wiele swoje wycierpiała, przez wiele przeszła, ale tez wiele swoje zrobiła, niekoniecznie dobrego. Choć to Niemcy odpowiadają za holokaust, my w pewnej części tez zabijaliśmy Żydów. Film "Pokłosie" to pokazuje.
Byłam w kinie z moją klasą kolegami i koleżankami, były tez inne klasy. Post dodaje trochę później od tego momentu, ponieważ chciałam post całkowicie poświęcić temu filmowi, bo on na to zasługuje.
Po premierze na film spadły gromy negatywnych opinii oraz na odtwórcę głównego bohatera Macieja Stuhra. Nagonka na Macieja Stuhra, który ściągnął na siebie gniew ludzki, pisali, że jest Żydem, że ma nie polskie nazwisko itd. Jest to wciąż drażliwy temat. W historii pewnych wydarzeń nie da się wymazać, zatuszować, bo są one faktem. Owszem teraz jest bardzo dużo ludzi anty, hejterów itd., ale jeśli my będziemy milczeć, nie będziemy mówić o prawdzie to za ileś lat zamilknie historia i nasze młodsze pokolenie, które nawet jeszcze nie jest na świecie nie będą wiedzieli, ze wgl takie sytuacje miały miejsce. Owszem nie wolno żyć historia, ale trzeba o niej pamiętać. Film podzielił ludzi. Czyli są takie osoby, które nie chcą się do tego przyznać, mają może nawet kompleksy, ale taka była prawda, która pokazuje film i kto nie wie, że miały miejsce takie wydarzenia, bo w domach raczej już się o tym nie mówi może właśnie dowiedzieć się się poprzez ten film.
Moi pradziadkowie przez niemal całą wojnę przechowywali Żyda, choć wiedzieli, że im grozi śmierć za to. Byli też inni, którzy ukrywali w swoich domach Żydów jednego albo i nawet całą kilkuosobowa rodzinę. Ale jak to w każdej regule musi być wyjątek i tak w tej sprawie był wyjątek. Znajdowali się tacy, że zamiast pomóc zabijali Żydów. Może bojąc się się o swoje życie czy rodziny, może za to że pomagali czekała na nich nagroda, oni sami tylko wiedzą jak było naprawdę i dlaczego tak robili. Gdy zapytałam się kolegi, powiedział: "nie wiem, dlaczego, ale ludzie stawali się tak jakby uzwierzęceni poprzez wpływy przez Niemców". Może i też tak było, przesiąknięci ideałami Niemców, może w końcu nie wiedzieli, co dobre a co złe.
Zanim obejrzałam film słyszałam wiele opinii więc tym bardziej byłam ciekawa tego filmu. Nastawiona, że mogę zobaczyć niezbyt dobry film, może jakiś gniot byłam zaskoczona wręcz w szoku.
Rewelacyjny film nie o kwestii żydowskiej, nie o polakach, ale film, którego tematy dysponują odrobina intelektu. Nie chodzi o relacje polsko-żydowskie, zakłamywanie historii, bo sprawa jest o nietolerancji, ludzkim strachu przed historyczną prawdą. Film można powiedzieć, że pokazuje jak słaby jest człowiek jak w jednej chwili może poddać się i przestać walczyć o swoje idee, cele, za które jeszcze przed chwila bez strachu oddałby życie.
A teraz coś o akcji filmu.
Wyciszamy albo wyłączamy telefon, aby nikt nie przeszkadzał, aby nie kusiło sprawdzić czy czasem właśnie nie dostaliśmy smsa.
Zaczyna się niewinnie jakiś facet na swoim polu stawia  macewy Żydów kończy się tragicznie. Dążąc do prawdy odkrywają coś, co ich zaskoczyło.
Film porusza trudną tematykę udziału Polaków w mordach na żydowskich rodzinach w okresie okupacji
niemieckiej. Przedstawiona w „Pokłosiu” Polska to kraj biedny i smutny z niektórymi pijanymi obywatelami. Film opowiada o mieszkańcach polskiej wsi, którzy podczas II wojny światowej brutalnie zamordowali grupę Żydów.
Józef Kalina, który wbrew woli mieszkańców wsi wydobywa niewygodną prawdę na jaw.
Pokłosie” zaczyna się od lądowania samolotu na Okęciu, skąd bohater trafia do rodzinnej wsi w
pobliżu Łomży, gdzie odkrywa ponurą prawdę o losie tamtejszych Żydów.
Franciszek Kalina po latach emigracji przyjeżdża do Polski, zaalarmowany wiadomością,
że jego młodszy brat popadł w konflikt z mieszkańcami swojej wsi. Po przyjeździe
odkrywa, że przyczyną jest mroczna tajemnica sprzed lat.
Kiedy po dwudziestu latach pobytu w Chicago przyjeżdża do Polski Franek Kalina, otaczają go niemal same zagadki i tajemnice. Czemu brat Franka Józek wita go z widłami w ręku? Dlaczego odeszła od Józka żona i razem z dziećmi wyjechała do Ameryki? Kto w rodzinnej wsi śledził Franka wieczorem i ukradł mu walizkę? I na czym polega tajemnicze porozumienie mówiących sobie po imieniu komendanta policji i księdza?
Skłóceni od lat bracia próbują dojść prawdy. Prowadzone przez nich śledztwo zaostrza konflikt, który
przeradza się w otwartą agresję. Dwóch braci, próbując odgrzebać tajemnicę sprzed lat, staje w poważnym konflikcie z mieszkańcami swojej wsi.
Ale punktem wyjścia wcale nie jest pogoń za prawdą, ale dziwaczny w rozumieniu wiejskiej społeczności gest Józka. Kiedy odkrywa, że zbezczeszczone macewy z żydowskiego cmentarza służą we wsi za materiał do utwardzania drogi, wyłożenia warsztatu albo wychodka, postanawia je odkupywać od sąsiadów, zbierać i stawiać na swoim polu.
 "Co cię naszło?" - pyta go Franek.
 "A bo ja wiem? Tyle rzeczy jest nie w porządku na tym świecie... Ale ja myślę, że są rzeczy bardziej nie w porządku niż inne".
Wkrótce, przybysz z Ameryki wraz z bratem podejmuje się misji wykopania żydowskich płyt
nagrobnych, którymi podczas okupacji Niemcy wybrukowali dziedziniec Kościoła. Następnie obaj panowie tworzą na swoim polu prowizoryczny cmentarz żydowski. Rozdrapywanie ran lokalnej społeczności spotyka się ze skrajnie wrogą reakcją otoczenia.
 W tuszowanie prawdy zamieszani są w miasteczku niemal wszyscy. Policja, straż pożarna, szef wypożyczalni kombajnów, a nawet ksiądz. Bracia odkrywają wreszcie, że to nie Niemcy w 1941 roku wymordowali miejscowych Żydów. Okazuje się, bowiem, że to Polacy zapędzili ponad 100 osób do chałupy i spalili żywcem. Gdy płonące Żydówki wyrzucały na zewnątrz niemowlęta, mieszkańcy nabijali je na widły i ze śmiechem wrzucali z powrotem. Ujawniona tajemnica odciśnie tragiczne piętno na życiu braci i ich sąsiadów.
 Niektórzy mówią, że przedstawiona historia w filmie to historia o Jedwabnem, ale ekipa mówi, iż to nie jest film o tej historii.
O czarnych kartach II wojny światowej i polskim antysemityzmie rozmawiać należy, a nawet trzeba, z
uwzględnieniem realiów obu okupacji sowieckiej i niemieckiej.
Ktoś napisał: "Sztuczny film o prawdziwym problemie", to prawda, ale nie do końca zgodzę się, że jest sztuczny, może troszeńku w niektórych momentach. Jeśli miałabym być z czegoś niezadowolona to jedynie, z tego, ze sceny niektóre są niedopowiedziane.
Widzieliście już ten film? Jeśli tak to, co sądzicie o tym filmie? Jeśli jeszcze go nie widzieliście, macie zamiar wybrać się do kina by go zobaczyć?
Ale się rozpisałam. Miłego dnia.
Mania.